IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Michio

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Michio

avatar

Dołączył : 18/05/2015
Posty : 1

PisanieTemat: Michio   Sro Maj 20, 2015 11:34 pm


 
 
Michio

Matsuda

 
 

 
Umiejetnosci

 
1) Dobrze czuję się w trójwymiarowym manewrze. Może nie jestem tak wspaniały, jak Mistrz Levi ale bardzo staram się rozwijać tą umiejętność, bowiem tylko dzięki tej sztuce jesteśmy wstanie pokonać Tytanów.
2) Bardzo dobrze czuje się w walce wręcz, choć ostatnio co raz bardziej skłonny jestem do walki przy pomocy oręża.
3) Szybko potrafię analizować sytuację, przez co mogę podejmować równie sprawnie  odpowiednie działania.

 
Dodatkowe

 
1) Każdą wolną chwilę poświęcam na treningi, ponieważ wyznaję zasadę, że tylko my jesteśmy wstanie wyznaczać sobie poprzeczki do przeskoczenia.
2) Moją główną misją, wręcz rzekłbym życiową jest walka z tytanami, przez pryzmat której pragnę dodać zwykłym ludziom potrzebnej otuchy i takiego jakby moralnego wsparcia.

 


 
"Gdzie jest miłość, tam jest ryzyko nienawiści."


 

  - data urodzenia: 2 kwietnia urodzenia
- wiek: 20 lat
- miejsce zamieszkania: Mur Rose
- grupa: Korpus Zwiadowczy
- zawód: Zwiadowca




 
Wyglad

 
Szczerze, to moim skromnym zdaniem nie wyróżniam się zbytnio swym wyglądem na tle innych Zwiadowców. Jestem typowym łowcą tytanów. Posiadam średniej długości włosy, o odcieniu kruczo-czarnym. Z natury są proste. Jeszcze nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się, aby pod wpływem wilgoci zaczęły się kręcić, wywijać itd. Końce moich włosów są takie jakby strzeliste. Takie zakończenie nadaje ogólnej prezentacji fajnego pazura. Teraz przejdę do moich oczu, z którym podobno można czytać jak z otwartej księgi. Nie wiem czemu, ale przyjęło się, że podczas walki moje źrenice wskazują na to, że tymże faktem jestem mocno podjadany i zdradzają moją waleczną duszę. Natomiast podczas tak zwanych typowych sytuacji (spotkania, rozmowy) są chłodne, co może wskazywać na znudzenie, ale i również na wszechobecny spokój, opanowanie czy obojętność. W sumie każda książka ma swoje ukryte przekazy. Najwidoczniej i u mnie tak musi być. Przejdźmy do kolejnego podpunktu, którym to będzie ubiór. W końcu jakiś wątek, w którym co nieco się wyróżniam od innych.  Ubieram się następująco. Na samej górze dzierżę czarny, długi płaszcz. Pod szatą można zaobserwować fioletowy bezrękawnik, zapięty, czy też złączony przy samym pasie, przez co moja koszulka skrupulatnie odsłania dobrze wyrzeźbioną klatkę piersiową wraz z brzuchem. Następnie w pasie mam zawiązany fikuśny fioletowy pas, który może wyglądać na bardzo masywny, lecz w gruncie rzeczy jest lekki i co najważniejsze nie krępuje moim ruchów. Jest na tyle długi, że pomimo kilku warstw w pasie oraz wykonanego węzła gdzieś z boku luźno sobie lata na wietrze. Poniżej tegoż dodatku mam szare spodnie, sięgające do kostek, a na stopach typowy buty. Zapomniałbym dodać, że na przedramionach mam przewiązane białe, niczym śnieg bandaże. Nie mam tam ran, ale tak jakoś odruchowo sobie je przywiązuje. Na samym końcu pozwolę sobie na dodanie kilku zdań, które będą powiązane z moją sylwetą, wiecie postawa i takie tam duperele. No ale bardzo rzadko mogę sobie pozwolić na noszenie takiego stroju. Moja pozycja, czy też dokładnie rzec ujmując piastowane stanowisko zobowiązuje mnie do noszenia zwykłych, ale poręcznych mundurów. Bardzo sobie cenię taki odzienie, albowiem przez jednolity strój każdy z nas, zwiadowców jest sobie równy, a o to w końcu chodzi. Musimy się jednoczyć, a nie dzielić.
 
 

 
Charakter

 
Nigdy nie lubiłem opisywać swojego charakteru. Dlaczego? Otóż jest on tak mocno pokręcony, że głowa mała. Dane mi było przeżyć tyle zlotów i upadków, a przecież każdy z nich odcisnął na mojej osobowości mocne brzemię. Zapewne stąd bierze się moja niechęć do tego podpunktu. Wiem jednak, że jest on konieczny zatem powolutku, bez zbędnego pośpiechu ukarzę wam swoje wnętrze. Na samym starce pragnę zaznaczyć, że w gruncie rzezy można mnie zakwalifikować do tak zwanych pozytywnych duszyczek. Wiem, że po przeczytaniu dalszej zawartości nasuną wam się co do tego wątpliwości, jednakże zaufajcie mi. Kiedy byłem małym chłopcem, moja mama była dla mnie bardzo ważna. Łączyła mnie z nią bardzo mocna więź, przez co śmiało można stwierdzić, że rodzina jest dla mnie tak ważna, jak tlen dla wszelkiego stworzenia. Zawsze byłem radosny, nawet pomimo licznych niedogodności. Była dla mnie taką jakby iskierką. Niestety nagle gdzieś zniknęła. Ślad po niej zaginął. Załamałem się. Od tego momentu zaczęły się schody. Przeszedłem ogromną zmianę. Mianowicie zamknąłem się w sobie. Odsunąłem się od innych rówieśników. Byłem takim jakby odludkiem. Jedynie pełno mnie było w obliczu jakiś awantur, bijatyk i innych zatargów, które podchodzą pod złamanie prawa. Tak wiem, stoczyłem się na samo dno. Wtedy uważałem, że taki obrót spraw jest dla mnie najlepszy. Poprzez wybryki zwracałem na siebie uwagę innych. Ostatecznie jednak trafiłem do centrum szkoleniowego, a tam każdy dzień był bardzo trudny. Można powiedzieć, że tam dopiero otrzymałem solidną lekcję życia. Musiałem mocno kombinować, aby nie dostać będzków. Walczyłem wręcz na śmierć i życie. Słabi nie mają tam racji bytu. Mój charakter trochę się bardziej wyostrzył. Stałem się odważniejszy, bezwzględny, konsekwentny oraz przebiegły. Dodatkowo dane mi było dołączyć do kółka sztuk walki, gdzie przyswoiłem wartości moralne, które zapewne chciałaby nauczyć mnie moja matka. Zacząłem doceniać każdą chwilę, gdyż życie mamy tylko jedno. Otworzyłem się na innych, lecz nie potrafiłem w stu procentach zaufać im. Obawiałem się, że ponownie zostanę zraniony. Nawet postanowiłem pomagać słabszym, aby ci nie musieli podzielać tego, co ja przeszedłem. Wpojono mi, że nauka popłaca, toteż i w szkole moje wyniki się poprawiły. Nadal kontynuowałem treningi, przez co coraz lepiej panowałem nad własnym ciałem i umysłem. Walka stanowiła dla mnie naturalny element prostego bytu. W późniejszym okresie przeniosłem się do Zwiadowców. Jako nastolatek stanąłem się innym człowiekiem, chodź dawne cechy nadal gdzieś pozostały. Byłem uparty i zapalczywy. Miałem silną wolę, chodź bywałem impulsywny. Na ogół na mojej twarzy gościło groźne spojrzenie. Byłem szczery do bólu i porywczy. Czasami okazywałem uczucia i empatię wobec innych. Teraz aspekt związany z walką, która wielokrotnie już się przewijała w tym podpunkcie. Kiedy dochodziło do pojedynków często kpiłem i znieważałem swoich przeciwników, w celu ich sprowokowania. Byłem nawet zdolny do zaatakowania bez jakiegokolwiek ostrzeżenia. Niemniej żywiłem szacunek do pokonanych wrogów. Miałem silne pragnienie, aby wygrać swoje walki i osiągnąć to w taki sposób jaki uważałem za słuszny. Non stop starałem się poprawić swe umiejętności i technikę, ponieważ za wszelką cenę chciałem "wyplewić" z naszej ziemmi tych tytanów, do których pałam ogromną nienawiścią.


 
 

 
Biografia

 
Przyszedłem na świat drugiego kwietnia na obszarze należącego do Muru Maria. Byłem jedynym dzieckiem Anny, która w późniejszym dzieciństwie zaginęła w bardzo tajemniczych okolicznościach. Moja mam z tego co do tej pory pamiętam była troskliwą, ciepłą, pomocną i uprzejmą kobietą. Cieszyła się wśród sąsiadów bardzo dobrą opinią, wręcz Ci uwielbiali ją. Teraz, na przestrzeni lat domyśliłem się, dlaczego nigdy więcej nie było mi dane spojrzeć na rozpromienioną twarz Anny.
W pamiętnym roku 845 nie było mnie w domu, ponieważ zostałem zaproszony do serdecznego kolegi na jego urodziny. Moja mama musiała wówczas zostać w domu, gdyż ostatnimi czasy chorowała. Podczas uroczystej uczty nikt nie domyślał się co czyha za murami, które przez wiele lat skutecznie nas chroniły. Nagle, donośne drżenie ziemi przerwało ucztę. Odruchowo wyszliśmy na zewnątrz i to co dane nam było ujrzeć spowodowało mimowolny paraliż. Patrząc na ogromnego tytana staliśmy w całkowitym bezruchu. Dosłownie po kilku sekundach na nasz obszar przedostały się dziesiątki tych tworów. Miałem już biegnąć w kierunku swego domostwa, lecz wtedy jeden ze strażników złapał mnie za rękę i począł przemieszczać w bezpieczną strefę. Moje tłumaczenia okazywały się bezskuteczne. Stwierdził on tylko, iż moja mama byłaby zła gdybym zginął. Na moich oczach wiele znajomych twarzy traciło życie. Gdybym mógł to na bank wymazałbym te widoki ze swej pamięci.
Jak się domyślacie bo buntowniczym okresie, który trwał kilka dobrych miesięcy trafiłem do wojska, gdzie bez długi okres przeszedłem solidna dawkę prawdziwego życia. Bezduszne treningi, żelazne zasady i surowa dyscyplina nauczyły mnie szanowania zwykłych drobiazgów. Zaczął nawet szanować fakt, że żyję i jeszcze mogę coś osiągnąć. Na samym początku wypadałem słabo w różnorakich testach, ale z czasem robiłem odpowiednie i widoczne postępy. To właśnie dzięki konsekwentnej postawie udało mi się ostatecznie dostać do grupy ZWIADOWCÓW!  



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marilee
Strażnik muru Rose
avatar

Dołączył : 29/07/2013
Posty : 177

PisanieTemat: Re: Michio   Czw Maj 21, 2015 7:50 am

Imię i nazwisko do zmiany, gdyż Mikasa była ostatnią z orientalnych.

_________________
"Lekcja, której nie towarzyszy ból, niczego cię nie nauczy.
Nie można niczego uzyskać, nie poświęcając czegoś w zamian."




x ; x ; x ; x  ; x
"Jednak jeśli przetrwasz bolesne lekcje i wyciągniesz z nich wnioski,
będziesz miał serce mocniejsze niż cokolwiek innego."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Michio
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Shingeki no Kyojin ::  :: Rekrutacja :: Karty Postaci-
Skocz do: